WejścieWiadomościZanurzeni w Jej cierpienie - refleksje o Najświętszej Marii Pannie z Lourdes
Wiadomości

Zanurzeni w Jej cierpienie - refleksje o Najświętszej Marii Pannie z Lourdes

11 lutego 2015

Tagi: Ofiarność, Ból, Choroba, Hojność, Najświętsza Maryja Panna
Jaskinia skalna w Massabielle, w Lourdes, gdzie św. Bernardetta Soubirous, jak twierdzi, wielokrotnie widywała Najświętszą Marię Pannę w 1858
Jaskinia skalna w Massabielle, w Lourdes, gdzie św. Bernardetta Soubirous, jak twierdzi, wielokrotnie widywała Najświętszą Marię Pannę w 1858
"Chrystus, Jej najświętszy Syn, nasz Brat, dał nam Ją na Kalwarii jako Matkę, kiedy powiedział do św. Jana: "Oto Matka twoja". My zaś przyjęliśmy Ją, razem z ukochanym uczniem, w tamtej chwili niezmiernej boleści. Najświętsza Maryja Panna przyjęła nas w bólu, kiedy wypełniło się dawne proroctwo: "A Twoją duszę miecz przeniknie". Wszyscy jesteśmy Jej dziećmi; Ona jest Matką całej ludzkości" Św. Josemaria Escriva,To Chrystus przechodzi, nr 171

Zanurzenie w Najświętszą Marię Pannę jako naszą Matkę w chwili Jej największego cierpienia nie pozostawia wątpliwości co do specjalnego znaczenia, jakie przypisuje Ona cierpieniu w naszym życiu. Jej objawienia i rozliczne cudowne uzdrowienia z Lourdes pokazują nam nie tylko niezwykłą wartość cierpienia w oczach Boga, ale również to, jak nasze własne oczy muszą zostać oczyszczone aby zobaczyć jego wartość – w nas samych i w innych.

Przypominamy sobie jak nasz Pan formułuje w Ewangelii pytanie „Panie, kiedy Cię widzieliśmy?” (por. Mt 25,37). W rzeczywistości ludzkiej nędzy – głodu, choroby, zniewolenia, biedy – zarówno wobec prawych jak i upadających, owiec i kozłów, stawia to samo pytanie. Oboje widzieli te same typy ludzkie w swoich życiach, ale tylko prawi widzieli w nich Chrystusa. I tak wobec nich postępowali.

Ze swojego unikalnego miejsca, spod Krzyżem swojego Syna, nasza Pani czyni swoim priorytetem zmianę naszego podejścia na tę kwestię: aby zobaczyć Jezusa w cierpieniu i dostrzec w tym coś pięknego, postrzegać to jako ocalenie. Musimy się nauczyć widzieć krzyż jako coś pięknego, być przyciąganym przez miłość, która do niego prowadzi. Święty Bernard z Clairvaux posuwa się dalej i wkłada w usta Jezusa w swojej Drodze Krzyżowej słowa oblubienicy z Pieśni nad Pieśniami: “Śniada jestem, lecz piękna”.

Kiedy ból przenika serce naszej Pani i przepływa przez Jej twarz, staje się przedziwnie przyciągający - być może nie przyjemny, ale pożądany.
Proszą nas o to, ponieważ mamy skłonność do odwracania się od Chrystusa, kiedy Jego twarz jest dla nas nieprzyjemna. Matka Teresa wspomniała kiedyś żartobliwie, ale z realizmem: „Czasem uśmiechanie się do Jezusa jest bardzo trudne, ponieważ on bywa bardzo wymagający. To coś rzeczywiście prawdziwego i stąd właśnie pochodzi miłość – kiedy coś jest wymagające, ale możemy dać Mu to z miłością”.

Izajasz mówi o tym w swoim proroctwie: “Nie miał On wdzięku ani też blasku, aby na Niego popatrzeć, ani wyglądu, by się nam podobał. Wzgardzony i odepchnięty przez ludzi […] jak ktoś, przed kim się twarze zakrywa, wzgardzony tak, iż mieliśmy Go za nic” (Iz 53,2-3). Tę właśnie wzgardę w nas leczy Najświętsza Maria Panna, abyśmy zobaczyli Jezusa wtedy kiedy nie mamy ochoty na niego patrzeć. Ona jako pierwsza doceniła jego piękno – kontemplując zarówno twarzyczkę niemowlęcia jak i zakrwawioną, opuchniętą twarz w czasie Jego męki.

11 lutego świętujemy objawienie się naszej Pani w Lourdes, w szczególności jako Niepokalane Poczęcie - miano, pod którym przedstawia się Św. Bernadetcie. Jednakże ilekroć wyobrazimy sobie Najświętszą Marię Pannę pod krzyżem, myślimy znacznie więcej o Jej cierpieniu niż o Jej poczęciu. Jedno wynika jednak bezpośrednio z drugiego. Nasza Pani mogła powiedzieć Św. Bernadetcie: „Jestem Niepokalane Poczęcie, a zatem jestem Matką Bolesną”. Dlatego, jak powiedziała wielka mistyczka karmelitańska, błogosławiona Elżbieta od Trójcy Świętej, dziewicze serce cierpi bardziej niż jakiekolwiek inne, ponieważ widzi więcej, nawet obecność Boga w tych, od których ludzie odwracają twarze.

Ewangelia ukazuje Matkę Jezusa, podążającą krok w krok za Synem, odgrywającą role w Jego zbawczej misji, radującą się i cierpiącą z Nim, kochającą tych, których on kocha, dbającą o wszystkich z matczyną troską.
Mieć dziewicze serce, oznacza spalić każdy most poza jednym. Wybrać, lub zostać wybranym, do bycia wyłączną własnością drugiego człowieka. Być obecnym i współczującym we wszystkim, co sprawia drugiemu radość – i cierpienie. Tak nasza Pani z Lourdes była pełna współczucia dla cierpienia i choroby każdego kto należy do Chrystusa, ponieważ oni należą do Chrystusa a On cierpi w nich. Swoimi czystymi oczami widzi w nich piękno Boga, którego nie da się pomylić z niczym innym. Nie odrzuca Jej kalectwo fizyczne ani duchowe, we wszystkich widzi Chrystusowe piękno.

Kiedy myślimy o Marii jako o Niepokalanie Poczętej, myślimy o Niej jako o pięknej, ale Jej piękno pochodzi z udziału w cierpieniu Chrystusa. W liturgicznej prefacji ze mszy wotywnej o Najświętszej Marii Pannie, Matce Pięknej Miłości (a był to tytuł Marii szczególnie ukochany przez św. Josemarię), Kościół wypowiada o Niej te urzekające słowa: “piękna w swoim poczęciu, piękna w dziewiczym narodzeniu (w chwili, w której żadna kobieta nie uważa się za piękną, Kościół dostrzega piękno Marii), piękna w męce Swojego Syna, w którego krwi została zanurzona“. I dalej (w czym dostrzegamy echo słów św. Josemarii) „Łagodna owca, cierpiąca z najbardziej pokornym Barankiem, została ozdobiona nowym darem macierzyństwa.”

Ani ból ani cierpienie nie jest piękne samo w sobie, dopóki ktoś, kto jest piękny, nie zanurzy ich w swojej miłości. Kiedy ból przenika serce naszej Pani i przepływa przez jej twarz, staje się przedziwnie przyciągający – być może, nie przyjemny, ale pożądany. Poddajemy się cierpieniu, ponieważ piękno poszerza nasze serca do zrozumienia, że coś większego jest osiągane ponad i poza naszym cierpieniem. Najbardziej przerażające emocje mogą stać się piękne. To, czego boimy się najbardziej i najbardziej unikamy, staje się nieodparte.

Kiedy myślimy o Marii jako Niepokalanie Poczętej, myślimy o Niej jako o pięknej, ale Jej piękno pochodzi z udziału w cierpieniu Chrystusa.
Maria przewodzi ludzkiemu cierpieniu, tak jak tylko Matka Jezusa może. Uzdatnia cierpiących do tego, aby postrzegać swoje cierpienie jako tajemniczo piękne w Chrystusie. Tylko Matka Jezusa może to uczynić, ponieważ dzieliła Jego cierpienie, które uczyniło Ją piękną. W najokropniejszych okolicznościach jakie świat mógł zgotować Bogu, Jej dziewicze serce zobaczyło piękno, które pozwoliło niezliczonym pokoleniom chrześcijan wziąć ich krzyż i podążać za Chrystusem, pozwalając mu ustawić ten krzyż, tam gdzie tylko chce: w szpitalnym łóżku, na polu bitwy, wszędzie tam gdzie ludzie cierpią.

Być może o tym myślał nasz Pan kiedy u stóp Krzyża oddał Marię Świętemu Janowi, jakby chciał nas pouczyć: „Jeśli nie widzisz piękna w mojej twarzy, patrz przynajmniej na moją Matkę, która dostrzegała w mojej twarzy coraz więcej piękna za każdym krokiem Drogi Krzyżowej. A jeśli możesz zobaczyć piękno w Jej twarzy, zobaczysz w Mojej, i w każdej cierpiącej twarzy Mojego plemienia”.


Fr. John Henry Hanson, O. Praem.